Podsumowanie miesiąca, Różności

Marta opisuje marzec

„Marzec był zdecydowanie z typu wrednych. Najpierw narobił nadziei – bo pierwszy weekend był tak przyjemny i wiosenny, że wyskoczyłam z zimowych ciuchów. W sobotę było mi za ciepło więc w niedzielę ubrałam się lżej i to był błąd – bo wiał zimny wiatr i zmarzłam. Kolejne dni były już zimne. Efekt? Oczywiście – dość dawno nie widziane przeziębienie… Przeziębienie, podobnie jak chłodne dni po tym pierwszym weekendzie, ciągnęło się prawie przez cały marzec po czym płynnie przeszło w katar sienny 😉 W związku z tym trzeba było odwołać zaplanowany test i zrobić go w późniejszym terminie. W międzyczasie dostałam w kość kilkoma dość ciężkimi treningami. W drugim terminie testu nadal byłam podziębiona ale postanowiłam go zrobić. Czułam się tego dnia „zdechło” ale z mojej praktyki wynika, że testy wychodzą najlepiej jak czuję się „zdechło” (paradoks taki). Być może dlatego, że nie spodziewam się dobrego wyniku i się tak nie napinam? Test poszedł nadspodziewanie dobrze i trochę poprawił moje samopoczucie psychiczne.

userimages,20170330,168021,169358,orig

Poczułam przypływ nadziei, że może ten sezon startowy będzie lepszy od poprzedniego. Po zmianie stref treningowych na nowe, dopiero poczułam, co to znaczy ciężki trening. To, co wydawało mi się ciężkie, teraz zrobiło się bardzo ciężkie, ale utrzymujący się efekt dobrego wyniku testu pozwolił na przetrwanie sporej dawki s4, którą na koniec marca zafundował mi Łukasz. Przed pierwszym wyścigiem, który miał być 2 kwietnia, jeszcze naoglądałam się relacji z Absa Cape Epic w ramach pozytywnego nastrajania się i zakończyłam miesiąc z zupełnie innym nastawieniem, niż go zaczynałam. No, dajcie mi już te Chęciny! ;)”

userimages,20170405,169581,170930,orig