Relacja, Różności

Mikołaj Darmosz – Beskidy MTB Trophy 2016 – Dzień 2

„Wczorajsza trasa była świetna i spokojnie wystarczyłaby na bardzo dobry maraton. Dziś poprawka. Pogoda dużo ładniejsza niż 1 dnia. Miałem zaatakować pozycję Roberta. ale w następstwie „sabotażu” nic z tego nie wyszło. Dzisiejszy etap pokonałem z pięknym pordzewiałym beskidzkim gwoździem w oponie. Ten gadżet objawił mi się dopiero po przekroczeniu mety, ale jego obecność w ogumieniu wyjaśniła tajemniczą utratę powietrza na pierwszych metrach wyścigu. Wyglądało to bardzo słabo. Niemal od razu po starcie musiałem dwa razy zatrzymywać się żeby dopompować. Za drugim razem jakimś cudem i z pomocą bajkera który przyszedł mi z pomocą

IMG-20160527-WA0005

Cała kolumna już dawno zniknęła, a ja samotnie turlałem się przed siebie. Morale zapikowały w dół. A to wszystko przed najdłuższym etapem wyścigu w trakcie którego mieliśmy wdrapać się na Rysiankę. Najpierw jednak Ochodzita. Na hasło beskidzka płyta kolarzom wyświetla się w głowie nie najnowsze wydanie braci G czy wesoła twórczość rozśpiewanych mieszkanek Koniakowa opiewających niedole życia z bacą który wrócił właśnie z wypasu, a betonowa kratownica nachylona pod jakimś absurdalnym kątem. No to pod Ochodzitę po czymś taki,. Później już „z górki” aż przed nami zamajaczyła Rysianka. Niekończąca się wspinaczka, Na szczycie czekał na mnie Tomek z otwartym piwkiem!  Dwa łyki chmielu były miłą odmianą po tych wszystkich słodkich żelach i bananach. Taki bufet to rozumiem. To wszystko otoczone wspaniałymi widokami.

Zjazd z Rysianki. Jak dotąd największe wyzwanie w wyścigu pod tym względem. Nie będę ściemniał że zjechałem wszystko, ale całkiem sporo. Kamulce, rowy, korzenie, wyżłobione przez deszcze rynny. Błoto. Beskidy!!!!

Najgorsze w sumie było, że Rysianka dała już nieźle w nogi a to dopiero połowa drogi. Na trasie fajna atmosfera. Można było pogadać z Belgami, Duńczykami, Ukraińcem, Łotyszami.

Tabliczka 5 km do mety to jakiś żart, bo po niej było chyba z 10 km albo tak to się dłużyło.

Zjazdy teren, asfalt – meta. Kapeć…a do miasteczka wyścigu 5km. Na całe szczęście zostałem podwieziony autem przez bajkera z czuba mega. Wieczorem wyjąłem z opony bretnala który siedział sobie w kole i rozorał taśmę na obręczy.

IMG-20160527-WA0004

Etap super. Wspaniałe widoki. Dużo podjazdów, zjazdy takie jak powinny być. Trochę asfaltu.

Robert świeży jak szczypiorek.Pomógł mi bardzo. Bylem pochłonięty sprawami usunięcia awarii. Robert jak zawsze na miejscu, niezawodnie i sprawnie ogarnął sprawy żywieniowe i dziś zjedliśmy rybę i kurczaka z grilla.”

IMG-20160527-WA0002