Relacja, Różności

Mikołaj Darmosz – Beskidy MTB Trophy 2016 – Dzień 3

„Dziś żarty się skończyły. Niby niecałe 70 km do przejechania, ale to już 3 dzień a przed nami główny cel Wielka Racza. Trasa zaczynała się niewinnie podjazdem pod maszt na Ochodzitej. To już dało w palnik. Później się uspokoiło. W szczególności kojący był długi trawersujący singiel gdzieś na wysokości Jaworzynki. Fantastyczna beskidzka przyroda. Dzięki temu, że w pod wieczór w piątek i przez noc padało błota nie brakowało. Wjazd do Soli – bufet – długi dojazd asfaltem do  Rycerzowej i zaczyna sie podjazd pod Wielką Raczę. Za plecami słyszę „Nie. Ja mam dość. Zsiadam a to dopiero początek. Nie wiem jak długo trwał ten podjazd, przerywany akcentami zjazdowymi ale dłużył się niemiłosiernie. Na płaskich bądź nieco nachylonych w dół odcinkach atrakcji dostarczały mokre korzenie. Zaliczyłem dwa ślizgi i w miarę kontrolowane upadki. Wielkiej Raczy nie było widać ale za to towarzyszyły nam niesamowite widoki. W końcu jest…Wielka R. i bufet. Szkoda że zabrakło na nim wody, a wielu zawodników było wysuszonych na wiór. Ja załapałem się na ostatnie krople do bidonu. Miałem jeszcze trochę  napoju w bukłaku więc odlałem połowę mojej flaszki bajkerowi, który nie miał tyle szczęścia. Słońce dziś prażyło więc zapotrzebowanie na wodę było spore.  Po króciutkim podjeździe głowa w dół, tyłek z zica i lecimy na dół. Następny przystanek bufet w Zwardoniu. Dziesięć km góra dół z przewagą dołu. Po bufecie już tylko 10 km do mety, ale golonkometry więc liczą się podwójnie. Dla mnie nawet poczwórnie. Po wdrapaniu się na górę po drugiej stronie drogi szybkiego ruchu przestrzeliłem zakręt i pojechałem przed siebie na Słowację. Zanim się zorientowałem zrobiłem chyba 2 km szybkich fajnych zjazdów. Później musiałem to wszystko wciągać z powrotem. Byłem wściekły bo na horyzoncie majaczyła już wielka burzowa chmura, str70aciłem mnóstwo czasu i sił. No ale widocznie ten króciutki etap (ledwo  70 km)  trzeba było poprawić. Na koniec podjazd pod Koczi Zamek. Na dobicie. Meta w Koniakowie więc jeszcze trzeba było dojechać do Istebnej. W drodze dorwała mnie burza, lało się z nieba jak w dzień sądu ostatecznego.

IMAG1228

Przeżyłem. Atmosfera na bazie nie najlepsza. Robert niezadowolony z rezultatu. Ja wściekły po wycieczce na Slowację, a na domiar złego w TV nie ma kanału PoloTV a jak wiadomo muzyka łagodzi obyczaje. PoloTV to na naszych wyjazdach podstawa, nic tak nie zachęca do wyjścia z lokalu jak składanka przebojów Zenka Martyniuka.

IMAG1229

Na koniec wielkie słowa uznania dla czeskiej ekipy serwisowej pracującej na Trophy. Pełen profesjonalizm i zaangażowanie, w dodatku świetnie zaopatrzeni (haki, przerzutki, i cała masa pomniejszego szpeju).

Jutro koniec, może dotrwamy.”

IMAG1230