Podsumowanie miesiąca, Relacja, Różności

Początki współpracy z „Mizu” oraz MK Białystok półmaraton 32,5km – 25.03.2018 Otwarcie sezonu.

„Pierwszy wyścig w sezonie zawsze wzbudza pewnego rodzaju stan niepewności. Stale pojawiające się pytania, piętrzące się wątpliwości „czy to, co zrobiłem w zimie wystarczy”, „wiem, że mało trenuję”, „czy jestem (byłem) wystarczająco systematyczny”… Wydaje się, że to kolejny rok, nic nowego; a jednak peleton nie śpi. Pomimo amatorskiego charakteru, każdy zamyka się w czterech ścianach i gnębi „chomika”, lub uruchamia długo nie używany rower treningowy i wbrew wszystkim przeciwnościom, w śniegu i błocie dąży do wyznaczonego celu. Jeżeli chcesz utrzymać koło, musisz wykonać zadanie, tu nie ma sentymentów. Możesz jeździć dużo, bardzo dużo, ale czy to jest kluczem do zwyżki formy? Bardzo ważnym aspektem w tym łańcuchu jest trener, odpowiednia osoba, która potrafi trzeźwym okiem ocenić tygodniowe słupki i zaplanować kolejne sesje.

Tyle słowem wstępu, osobą odpowiedzialną za moją formę w sezonie 2018 został Łukasz „Mizu”. Współpracę rozpoczęliśmy późno – 22.02.2018. Do tego okresu przygotowywałem się sam, na podstawie zdobytej wiedzy i własnych doświadczeń. Bardzo szybko ustaliliśmy „core” tygodniowy i czas, jaki mogę poświęcić treningom. Jest go bardzo niewiele. Rodzina, dzieci, to nie wymówka, raczej motywator a pretensję można mieć jedynie to tego, że doba trwa tylko 24 godz.

Skupmy się jednak nad pierwszym startem. Moja obecność na wyścigu stała pod znakiem zapytania. Dzień wcześniej na treningu uszkodziłem napęd. Naprędce poskładałem coś z zużytych części. Późny wieczór, test – działa. Rano, szybkie pakowanie, posiłek i wyjazd do Białegostoku. Na miejscu szybkie ogarnięcie, numer, chip, krótka rozgrzewka i już na starcie… środek sektora. Sygnał do startu i jedziemy. Start „połówki” jest zawsze szybki. Każdy szuka pozycji i przepycha się do przodu. Fragment asfaltu i zjazd na szutrówkę, która szybko zmieniła się w błotną łaźnię, której przez chwilę również byłem ofiarą. Kilka podparć, buksowanie koła, napierający przeciwnicy – a czołówka ucieka. Szybka decyzja – pogoń! Formujemy trzyosobową grupę i powoli dochodzimy czub wyścigu. W międzyczasie kolejne przetasowania, co kilka metrów problemy z trakcją, wszechobecne koleiny i odmarzające podłoże daje o sobie znać. Na technicznym fragmencie urywam „grupę” i prę do przodu. Po kilku minutach dochodzę kolegę z drużyny i razem pracujemy aż do końca wyścigu. Na odcinkach leśnych bryluje Krystian, na prostych i otwartych przestrzeniach ja jadę na zmianach. Skracamy dystans do ścisłej czołówki. Na 20-tym kilometrze, dołącza do pogoni kolejny „nasz” zawodnik i we trzech formujemy pociąg zwiększając tempo. Długi sztywny podjazd wykluczył Michała, wagon naszego pociągu się odczepił a tu trzeba cisnąć dalej. Znów przeszkody w postaci kolein, kałuż, błotnistych odcinków, ale one już nie stanowią problemu – przelatujemy, w głowach pogoń za czołówką. Kilka kilometrów przed metą zaczynam odczuwać negatywne skutki rwanego tempa. Nie jestem wątłej wagi a moje V6 charakteryzuje się dobrym przyspieszeniem ale niską ekonomiką jazdy. Wrzucam wyższy bieg, szukam chwili odpoczynku, łapię tlen. Ostatnie 2 km do mety, dociskamy. Wjeżdżam na metę razem z Teamowym kolegą Krystianem. Nie napieram – On bardziej zasłużył na zwycięstwo.

Wyścig kończę 4 Open / 1 Kat M3 – Mam nadzieję, jest to dobry prognostyk i idealny początek sezonu i współpracy z „Mizu”.”