Podsumowanie sezonu, Różności

Podsumowanie sezonu Gizeli Rakowskiej

„W sezonie tym, w porównaniu do poprzednich trenowałam z rozpisanym planem. Początkowo głownie nastawiając się na start na „połówce” Ironmana w Sierakowie. Wiadomo, że przygotowania pod MTB są zupełnie inne, niż pod triathlon, więc nie jest łatwo. Trenowałam pod okiem Łukasza, dzięki czemu naprawdę mogłam zobaczyć efekty. Co prawda treningi same w sobie jeśli chodzi o bieganie i pływanie były rozpisywane bez „konkretu”, jedynie w jakie dni powinnam poświęcić na tego rodzaju trening i czasami ilość czasu przeznaczona na nie. Przygotowania zaczęłam dość wcześnie, bo już od połowy listopada. Troszkę inne odżywianie, pomiary tętna od rana (które w późniejszym okresie sezonu zaniechałam). Pierwszy tydzień bardzo luźny – treningi około godzinne: bieganie, basen, rower z konkretnym ćwiczeniem, które pierwszy raz w życiu robiłam ;-). Na koniec tygodnia pewien test na rowerze…
W weekendy jazda na rowerze. Już w trzecim tygodniu treningu miałam pierwszy trening biegowy trwający aż 1,5 h.. co mnie przeraziło…  jednak „dałam radę”. W grudniu pogoda dopisywała zatem można było trenować na zewnątrz, jednak krótkie dni troszkę w tym „przeszkadzały”, wobec czego kilka razy „wskoczyłam” na trenażer, który po latach „przeprosiłam”, bądź udałam się na spinning, by potrenować w grupie. W styczniu pojawiły się jakieś „jednorazowe” dłuższe treningi – 3 h na rowerze. Zrobiłam w tym miesiącu badanie, a po nich jakbym podświadomie zaczęła intensywniej trenować (pot mocno się lał na trenażerze, wyższe tętno – takie, na jakim od dawna powinnam trenować). Ciężko było wytrwać w tym miesiącu na rowerze, ze względu na treningi dość długie i w czterech ścianach. W lutym starałam się trzymać planu. Jednak nie zawsze ćwiczenia rowerowe wychodziły… Ciężko wchodzić w wysokie tętno jadąc samemu.. łatwiej to uczynić na trenażerze, ale.. szkoda było w tak ładną pogodę trenować w czterech ścianach. Były momenty, gdy czułam lekkie zmęczenie ;-). Miałam jakieś 2 tygodnie problemów z bólem biodra (albo okolice biodra), które odczuwałam chodząc, nie czułam bólu w trakcie biegu. Wynikało to prawdopodobnie z braku rozgrzewki przed biegiem oraz zbyt krótkim rozciąganiem… W lutym też „zaliczyłam” 2 starty – jeden rowerowy (był śnieg, błoto!) drugi biegowy, traktując je mocno treningowo. Marzec zaczęłam indoor triathlonem w Poznaniu ;-). Zajęłam tam 6’te miejsce. Sam wynik dał satysfakcję. Na wykresach statystyk widać było, że w ciągu miesięcy zdecydowanie przybywało godzin spędzonych na kręceniu pedałami. W stosunku do poprzedniego miesiąca mniej było biegu, jednak spowodowane to było kontuzją. W kwietniu zaczął się już sezon rowerowy. W tym miesiącu coś mnie „łapało” przez co odpuściłam jeden trening i żywiłam się czosnkiem ;-). Pod koniec miesiąca miałam 2 starty MTB dzień po dniu, z których byłam zadowolona. W maju miałam wiele startów i mój najważniejszy start w sezonie – sprawdzenie swoich możliwości na „połówce” Ironmana w Sierakowie – jednocześnie był to mój debiut na tym dystansie. Planowałam ukończenie „połówki” Ironmana w 6 godzin, choć wiedziałam, że nie będzie to proste.
Do końca sama nie wiedziałam czy wmieszczę się w planowane 6 godzin, jednak pozostało parę minut zapasu (mimo dłuższego „ogarniania” się w strefach, niż przed rokiem na „ćwiartce”). Także po 5h 55minutach oraz 12 sekundach zmagań dołączyłam do grona IRONGIRL! Po samym starcie czułam się wyjątkowo dobrze (podczas startu na biegu niekoniecznie;)), fakt, że były małe zakwasy, ale szybko zniknęły, i nie były aż takie duże, spodziewałam się czegoś gorszego po tych 6 godzinach wysiłku ;). W czerwcu było „luźno”, taka jakby nagroda po ciężkim starcie na „połówce”. Poza tym w drugiej połowie miesiąca wybrałam się na urlop do Czarnogóry, gdzie skupiałam się na podziwianiu widoków z „siodełka” i relaksie. Po powrocie sprawdziłam swoje siły na zawodach pływackich na dystansie 3,8kilometra. Udało się przepłynąć, jednak w czasie dłuższym, niż zakładałam.. Lipiec pokazał, że moja forma poszła w górę, mimo „nie katowania się”, choć w niektóre dni nie wysypiałam się, z powodu upałów, które mi nie sprzyjają. Na zawodach w Stroniu Śląskim poczułam „Moc” (zwłaszcza na podjazdach ;-)). W sierpniu rzadko kiedy mierzyłam tętno spoczynkowe. Chyba średnio wierząc w nie, bo w ciągu dnia mam niższe ;-). Zdecydowanie mniej spałam niż w poprzednich miesiącach. Ten miesiąc również pokazał moją mocną formę, głównie podczas startu na UpHill Race Śnieżka, gdzie w stosunku do zeszłego roku poprawiłam swój czas o 10 minut. Dodatkowo pogoda była mniej sprzyjająca, niż przed rokiem ze względu na wiatr, czyli poprawa była znaczna. W tym samym miesiącu również zakończyłam z sukcesem zawody w CrossTriathlonie, gdzie wygrałam ze zdecydowaną przewagą. We wrześniu już tak jakoś brakowało mi motywacji i na zawodach też dało się to zauważyć. W tym momencie nie miałam już startów triathlonowym, wobec czego treningi były na rowerze.

Podsumowując:

Dzięki rozpisywanym treningom, mimo, że bez konkretu co robić na bieganiu i pływaniu starałam się robić treningi przypisane na dany dzień, była motywacja. Niestety nie wchodziłam na rowerze w odpowiednie zakresy tętna, wciąż jeżdżąc na zbyt niskim. Myślę, że konkretne ćwiczenia, które w poprzednich sezonach nie wykonywałam na rowerze przyczyniły się do efektu w postaci lepszej jazdy.

Trzeba było się mocniej jeszcze zdyscyplinować: pomiary tętna od rana, wrzucanie treningów na bieżąco, z opisem codziennym dotyczącym stałych informacji (m.in. długość/jakość snu, apetyt , intensywność treningu). Ponadto pilnowałam przynajmniej do lipca , aby spać chociaż te 8 godzin dziennie, bo organizm wytrenowany potrzebuje regeneracji, a jako osoba pracująca dodatkowo tym bardziej. Zmieniłam też lekkie podejście do żywienia, na śniadanie głownie jedząc owsiankę „z dodatkami” w postaci żurawiny, rodzynek itd.

Teraz czas na statystyki:

W sezonie przebiegłam około 600 kilometrów, przejechałam około 5200km, przepłynęłam około 120 kilometrów. Dodatkowo kilka innych sportów dla zabawy, jak bieg na orientację, narciarstwo biegowe, taniec itp.

Miałam 1 start na „szosie” (debiut), 12 startów MTB, 2 triathlony terenowe, 1 triathlon „zwykły”, jeden zimowy „pod dachem”. Ponadto 2 starty biegowe, 1 pływacki, oraz wyścig UpHill Race na Śnieżkę.

W startach triathlonowych dwukrotnie zajęłam najwyższy stopień podium, w MTB raz stanęłam na najniższym stopniu podium, na wyścigu szosowym zajęłam 3 miejsce., na UpHill race 3 miejsce OPEN kobiet, 2 w kategorii oraz w dwuboju (bieg+rower dzień po dniu) w Obiszowie 1 miejsce.

Dziękuję bardzo Łukaszowi H. za rozpiskę treningów, dzięki czemu byłam w stanie podnieść swoją formę!!!”

dsc_1362